Czy jesteśmy anonimowi w Internecie?

Pytanie o to, czy jesteśmy anonimowi w Internecie już od długiego czasu jest uważane za retoryczne. Od lat mówi się o tym, że w wirtualnej sieci nie ma nawet namiastki anonimowości, a dane na nasz temat są zbierane konsekwentnie i systematycznie. Dopóki jednak świat nie dowiedział się o trwającym już od 2007 roku tajnym amerykańskim programie szpiegowskim PRISM, można było mieć nadzieję, że obawy związane z działalnością szpiegowską są pozbawione uzasadnienia, a mówią o nich przede wszystkim te osoby, które przepadają za filmami o tajnych agentach.

Jak inwigilowanie użytkowników Internetu może wyglądać w praktyce? Wiele wskazuje na to, że czynność ta nie wymaga nawet tworzenia specjalnych rozwiązań informatycznych, dobrze sprawdzają się bowiem te same systemy, które są wykorzystywane przez dostawców już choćby po to, by możliwe było sterowanie ruchem danych w zarządzanych przez nich sieciach. Bez trudu można dzięki nim wyodrębnić z nieprzerwanie płynącego strumienia danych tych, które dotyczą plików wideo, czy też danych P2P. Istnieje przy tym nie tylko możliwość ograniczenia pewnych typów danych, ale również specjalnego ich oznaczenia tak, aby mogły z nich korzystać służby uprawnione do ich kontroli. Osoby odpowiedzialne za analizę treści w Internecie już na wstępie dowiadują się zatem, których danych nie muszą analizować, a które mogą się wydać potencjalnie interesujące i to właśnie te ostatnie są poddawane szczegółowej analizie.

Trudno też polemizować z osobami, które utrzymują, że odpowiednie organa mogą analizować treści wysyłanych przez nas wiadomości e-mail pod kątem zawartych w nich słów kluczowych. Tu stosowane są zazwyczaj proste filtry słowne, które decydują o tym, czy dana konwersacja może wydać się interesująca, czy też nie należy zaprzątać nią sobie głowy. Co ważne, zainteresowanie tym, co i do kogo piszemy, nie musi być wcale domeną służb specjalnych. Informacje na ten temat mogą być atrakcyjne także z punktu widzenia reklamodawców, którzy mając do nich dostęp będą w stanie proponować nam konkretne towary i usługi z większym prawdopodobieństwem tego, że prezentowane przez nich oferty rzeczywiście nas zainteresują.

Inwigilacja w Internecie będąca zjawiskiem coraz bardziej powszechnym i niemożliwym do zahamowania (po części dlatego, że niemal nikt oficjalnie się do niej nie przyznaje) nie jest jednak jedynym problem, którego istnienia powinniśmy być świadomi. Duże znaczenie ma przecież nie tylko to, jakie dane na nasz temat są analizowane, ale i to, co się z nimi dzieje. Tu wiele zależy od lokalnych przepisów prawnych i warto uświadomić sobie, że mieszkając w Polsce wcale nie znajdujemy się w najlepszym położeniu. Niemieckie prawo mówi o tym, że nie wolno zapisywać zgromadzonych danych, jeśli nie pojawiło się konkretne podejrzenie. Niestety, polskie przepisy są o wiele bardziej liberalne, prawnicy coraz częściej zwracają więc uwagę na to, że trudno mówić o jakiejkolwiek weryfikacji pobieranych danych.

Już teraz nasza anonimowość w sieci jest zagadnieniem czysto teoretycznym, a jak będzie w przyszłości? Wiele wskazuje na to, że zainteresowanie naszymi poczynaniami w Internecie będzie się jedynie rozwijać. Czytanie wiadomości e-mail i analiza przesyłanych przez nas treści może okazać się niewystarczająca, szczególnie łakomym kąskiem wydaje się zaś dostęp nie tylko do podawanych przez nas informacji, ale i do pełnej aktywności w mediach społecznościowych. Oczywiście, cele wydają się szczytne, a zwolennicy inwigilacji w sieci zwracają uwagę na to, że może ona pomóc w zapobieganiu przestępczości dzięki odpowiednio wczesnemu rozpoznawaniu zamiarów osób podejrzanych. Nietrudno się jednak domyślić, że bez odpowiednich przepisów prawnych trudno wierzyć w szczerość intencji.

Nasza anonimowość w sieci to fikcja, a, co gorsza, trudno wskazać na skuteczne sposoby ochrony przed nią. Oczywiście nie oznacza to, że powinniśmy zaprzestać korzystania z możliwości stwarzanych przez Sieć, warto mieć jednak świadomość tego, z jakimi zagrożeniami możemy mieć do czynienia.